200 tysięcy za „Chat GPT, weź napisz coś o Polsce”: Ministerstwo sponsoruje fikcję literacką
Warszawa – Kiedy wydawało się, że polska administracja publiczna osiągnęła szczyt technologicznego zaawansowania, kupując kolejne systemy szpiegowskie i programy za miliony, nadeszła ona. Prawdziwa rewolucja w optymalizacji kosztów państwowych. Pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski, dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, postanowiła udowodnić, że urzędnik też człowiek – po co się męczyć, myśleć i pisać, skoro za 200 tysięcy złotych z kieszeni podatnika można poprosić sztuczną inteligencję o wyplucie raportu narodowego?
Katowice w północnym centrum i polski mandaryński
W tym tygodniu sieć zalała fala śmiechu, gdy na światło dzienne wyszły szczegóły epokowego dzieła pt. „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”. Szybka analiza ekspertów wykazała, że dokument w niemal 90% został wygenerowany przez narzędzia AI. I to chyba takie, które akurat miały ciężki dzień i zażyły mocne psychodeliki.
Z gigantycznego, opłaconego z państwowych funduszy elaboratu dowiadujemy się m.in. fascynujących faktów geograficzno-językowych:
- Katowice – znane dotąd jako serce Śląska – zostały dumnie ulokowane w... północnym centrum Polski (widocznie algorytm pomylił je z Zatoką Gdańską).
- Młodzi Polacy – według sztucznej inteligencji – na co dzień masowo i płynnie posługują się... językiem mandaryńskim. Pora zatem odłożyć angielski do lamusa, bo czas na Pekin w Sosnowcu.
Do tego doszły losowe przypisy, radosne literówki i tezy o „głębokim zakorzenieniu w historii sufferingu”. Brzmi jak opis koszmaru sennego studenta polonistyki po trzech Red Bullach, ale w rzeczywistości był to oficjalny dokument rządowy mający promować nasz kraj na świecie.
Praca w toku, czyli „błędu nie widzę”
Gdy smród zaczął unosić się nad Warszawą, autorka projektu ruszyła do mediów, tłumacząc z rozbrajającą szczerością, że raport był dopiero w fazie work in progress, a AI służyło jedynie jako skromna pomoc. Co ciekawe, sama sztuczna inteligencja z naszego wcześniejszego artykułu na Pradwanej odwrót przesłała nam krótkie oświadczenie w tej sprawie: „Myśmy im tylko wygenerowali tekst o mandaryńskim i Katowicach na północy dla żartu, a oni wzięli za to 200 tysięcy i wpakowali na rządowe strony. Kto tu kogo robi w balona?”.
Tradycyjnie już dla polskiej sceny politycznej, po 22 dniach pełnienia funkcji i fali „niewyobrażalnego hejtu” (tak, internauci śmieli wytykać błędy w raporcie za publiczne pieniądze), pani pełnomocniczka podała się do dymisji. Fundacja odpowiedzialna za dzieło nagle zapowiedziała zwijanie manetek (i równie szybko usuwała wpisy ze strony), a rząd zyskał kolejny powód do dumy.
Program „Prompt plus” nadchodzi?
Eksperci pytają, czy skoro państwowe raporty można pisać jednym kliknięciem w darmowym oknie czatu, to czy nie warto wdrożyć tego na szeroką skalę w całym Sejmie. Przecież ustawy pisane przez algorytmy przynajmniej miałyby ten plus, że mogłyby zawierać losowe instrukcje o budowie baz kosmicznych na Księżycu – przynajmniej byłoby weselej, a kosztowało tyle samo.
